Mar 06

2014 - Odwagi! Ja Jestem!

Written by  0 comment

Napisz, co Bóg uczynił dla Ciebie podczas tegorocznego spotkania! Niech inni dowiedzą się, że On Jest i naprawdę pomaga, uwalnia i daje nowe życie :) Niech to będzie też Twoje dziękczynienie za ten czas! Może być krótkie, może być długie, ważne, że od serca i że zachęci innych do wiary!

Jeśli chcesz, możesz się podpisać (np. Ola, 17 lat), może być jakiś pseudonim, lub zupełnie anonimowo. 

Czekamy na Was! 

Można je wysyłać przez formularz kontaktowy na naszej stronie, lub na adres emailowy:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

Na tegoroczny Exodus Młodych pojechałam poniekąd, aby zobaczyć wszystkich moich znajomych, których nie widziałam przez dłuższy czas. Po pierwszej Eucharystii coś we mnie pękło i poczułam chęć głębszego poznania Boga. Po spowiedzi, która trwała dość długo, po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułam w moim sercu ciepło i Jego miłość. Automatycznie zniknęły wszystkie złe myśli o innych ludziach, a nasiliła się chęć czynienia innym dobra. Myślałam, że jak wrócę z Exodusu do domu, do tej szarej codzienności to wszystko wróci do mojego zachowania i myślenia jakie towarzyszyło mi podczas wyjazdu na to spotkanie. Jednak się mylilam... Moze minęło mało czasu, ale od tamtej spowiedzi czuje pokój serca, ciepło i miłość płynąca od Pana Boga. Dlatego z całego serca dziękuję organizatorom za to spotkanie, choć jeszcze większe podziekowania należą się TEMU, który tak bardzo nas umiłował. Chwała Panu!

O Exodusie Młodych dowiedziałam się od znajomych. Od razu zdecydowałam, że z nimi pojadę. Wszystko w moim życiu szło nieźle, lecz na tydzień przed Exodusem pewne rzeczy zaczęły się psuć... bardzo psuć .. Byłam zła, wcale nie chciałam jechać , wolałam siedzieć w domu i płakać.. nie wiem jakim cudem 19 sierpnia znalazłam się w Zwierzyńcu, ale jestem pewna, że Bóg tak chciał. Pierwszego dnia nie potrafiłam się odnaleźć, robiłam to co wszyscy, byłam na mszy ale nic nie poczułam, poszłam na koncert ale nie potrafiłam się bawić, cały czas myślałam o tym co mnie boli, o tym co ja tu robię, że powinnam wracać ... i dopiero na nabożeństwie - Odnowa w Duchu Świętym coś się we mnie złamało, czułam że otwieram się na Niego, że pozwalam Mu przyjść. Zrozumiałam, że Bóg chce bym została na Exodusie do końca. Następnego dnia była spowiedź. Bardzo bałam się spowiedzi, długo wahałam się czy iść, czy może dać sobie spokój.. nie wiem jakim cudem znalazłam się koło spowiadającego księdza.. Pamiętam, jak wstydziłam się moich grzechów, jak długo milczałam.. ale jak już wrzuciłam to z siebie to mogłam spojrzeć kapłanowi prosto w oczy i czułam się szczęśliwa bo widziałam w nich Jezusa .. Po spowiedzi wszystko szło dobrze, małymi kroczkami zaczęło się układać. Następnego dnia na nabożeństwie, kiedy Jezus był wśród nas, byłam zaskoczona reakcją innych: płacz, modlitwa, śmiech - wszystko dla Niego ... Mnie też wzięło, zaczęłam się modlić, ale wydawało mi się, że znowu nic nie czuję.. dopiero gdy zaczęłam Mu wyrzucać cały mój ból - poczułam, a łzy pojawiały się same. to było najwspanialsze uczucie, wiedziałam, że On jest ze mną i nigdy mnie nie opuścił, że nawet nie zamierza opuścić !!! I za to Mu dziękuję ! Za to, że czuję w sercu taki dziwny spokój i nie wiem dokładnie jak to opisać, ale mimo wszystko jestem szczęśliwa.. Wiem że Pan przeprowadzi mnie przez ten trudny okres w moim życiu bo On naprawdę istnieje ! Dziękuję Wam za to, że mogłam być na Exodusie. Mam nadzieję, że za rok znowu się spotkamy :)!

Na tegorocznym Exodusie byłam pierwszy raz. Dwa tygodnie przed tym wydarzeniem byłam pewna, że pojadę, szukałam kogoś, kto mógłby ze mną pojechać, ponieważ nie chciałam jechać sama. Niestety nikogo nie mogłam znaleźć, byłam już zrezygnowana. Było mi żal, że nie mogę pojechać na Exodus, o którym wielokrotnie słyszałam. W niedzielę 17 sierpnia napisała do mnie koleżanka, która złożyła mi propozycję, żeby pojechać na Exodus. Oczywiście od razu się zgodziłam. Wszystko było już zaplanowane. Już pierwszego dnia bardzo mi się spodobało. Ksiądz powiedział, że nie znaleźliśmy się tam przez przypadek, tylko Bóg tak chciał. Teraz wiem, że miał rację. Te wszystkie świadectwa, konferencje, Eucharystie i nabożeństwa dały mi wiele do myślenia. Drugiego dnia po konferencji i rachunku sumienia coś we mnie pękło. Ludzie zaczęli rozchodzić się do spowiedzi, niektórzy po prostu w milczeniu, skupieni siedzieli pod namiotem, bądź modlili się. Nie byłam pewna, czy mam iść do spowiedzi. Bardzo się wahałam, czegoś się bałam, w zasadzie sama nie wiem czego. Jeszcze nigdy tego nie czułam. Siedziałam w milczeniu tak jak inni, po kilkunastu minutach rozmyślań byłam gotowa, aby pójść do spowiedzi. Niestety nie zdążyłam, ponieważ rozpoczęła się Eucharystia, a kolejki do spowiedzi były ogromne. Kiedy ludzie szli, aby przyjąć do swojego serca Ciało Pana Jezusa czułam taką pustkę, było mi żal, że nie mogę pójść. Widziałam te szczęśliwe twarze, które wracały po przyjęciu komunii. Kiedy nadszedł czas na posiłek, postanowiłam pójść do spowiedzi, kolejki nadal były długie. Oczekując na swoją kolej usiadłam za dziewczynami, które także czekały na spowiedź. Widziałam, że po ich policzkach spływają łzy. Na początku zadawałam sobie pytanie: „Dlaczego?”. Lecz, gdy tak czekałam i analizowałam moje grzechy w moich oczach nagle pojawiły się łzy. Tyle razy się spowiadałam i nigdy nie miałam takiej sytuacji. Kiedy w końcu nadeszła moja kolej niepewnie podeszłam z jednej strony strasznie się bałam, a z drugiej coś mi podpowiadało, że mam iść. Ksiądz zadawał różne pytania. Gdy zaczęłam wyznawać grzechy znowu się popłakałam, czułam, że z mojego serca zszedł wielki ciężar. Kiedy odchodziłam poczułam się cudownie, bardzo bałam się tej spowiedzi, lecz Bóg sprawił, że po niej byłam szczęśliwa. Poszłam z koleżanką do kaplicy, kiedy modliłam się w moich oczach znów pojawiły się łzy, lecz tym razem były to łzy radości. Następnego dnia mogłam już przyjąć Ciało Chrystusa, wracając od komunii w moim sercu Go poczułam. Przez kilka dni moje życie bardzo się zmieniło. Zmieniłam swoje poglądy na świat. Od ostatniej spowiedzi czuje spokój, a w moim sercu czuje Najwspanialszego Jezusa Chrystusa. Czuję, że Pan jest obok mnie. Wcześniej byłam niby szczęśliwa, ale teraz jestem naprawdę szczęśliwa, wiedząc, że mam blisko siebie Jezusa Chrystusa. Moje serce jest przepełnione ciepłem, pokojem i miłością płynącą od Boga. Bardzo dziękuję organizatorom za to spotkanie. Doceniam wszystkich, którzy zaangażowali się, aby ten piąty Exodus się odbył. Te kilka dni, były to cudowne chwile w moim życiu. Doświadczyłam Chrystusa i poznałam wiele wspaniałych ludzi. Mam nadzieję, że za rok Bóg także będzie chciał, abym pojawiła się na Exodusie, tak jak w tym roku. Jeszcze raz z całego serca BARDZO DZIĘKUJĘ

Ewelina, 15 lat.

Alleluja Na exodusie byłam po raz drugi choć po raz pierwszy tak w całości. Bardzo mi się podobało, pomimo deszczu i zimna, zalanego namiotu i mokrych ubrań. Uważam to za próbę dla nas . Ten kto przetrwal do końca, temu zalezało najbardziej , ten kto przyjechał tu nie dla zabawy lecz dla samego Jezusa Chrystusa. Od pewnego czasu naleze do Oazy i obecnie jestem po pierwszym stopniu ONŻ. Na tym zjeździe spotkalam wiele osób z tych rekolekcji co bylo miłą niespodzianką. Moje życie odkąd pamiętam jest pełne zaskakujacych , niespodziewanych sytuacji i zdarzeń które nie zawsze byly przyjemne. Mijający rok był ciężkim czasem. Problemy w domu,szkole - to wszytko mnie przerażało , czasem nie dawałam rady, poddawalam się. Lecz ciągle starałam się być jak najbliżej Pana Boga poprzez uczęszczanie na spotkania formacyjne ,niedzielne eucharystię. Lecz to było dla mnie za mało. Nie czułam obecności i bliskości z Jezusem. Ciągle było mi źle. Wpadałam w depressje i robilam glupie rzeczy.Rekolekcje także mało dały. Lecz po nich zdałam sobie sprawę ze Bóg postawił na mojej drodze pewnych ludzi , którzy w pewny sposób starali mi się pomóc, zaczęłam to doceniać. Wiec postanowiłam pojechać na exodus. Ważnym elementem dla mnie była spowiedź na która zdecydowałam się dopiero pod koniec dnia. Po niej po raz pierwszy mialam uczucie lekkości na duchu. Zawsze po spowiedzi czułam się bez zmian lecz tym razem było inaczej. Wszystko doskonale dopełniło nabożeństwo wieczorne podczas którego dzialy się niesamowite rzeczy. Ludzie mdleli, smiali się i płakali na zmianę. Mi w momencie gdy zostawala odmawiana nademna modlitwa uwolnienia zakrecilo się w glowie , a jak odeszłam byłam bardzo szczęśliwa i trwa ten stan do teraz. Może w nieco mniejszym stopniu ale czuje się wewnętrznie szczęśliwa chociaż w domu nic się nie zmienilo , jest chyba nawet gorzej niż zanim przyjechałam na to wydarzenie.. DawnO nie mialam takiego uczucia. To jest niesamowite. Nastepnego dnia podpisalam krujate wyzwolenia człowieka.Postanowiłam nie poddawać się , walczyć. Walczyć ze sobą, ze swoimi problemami, z calym złem które mnie otacza. Obiecalam sobie również , ze nie będę się uzalać nas sobą i swoim życiem, gdyż tak musi być. Jeżeli jest to część Bożego planu to będę starała się go jak najlepiej wypełniać i szanowac, chociaż wiem , ze będzie to bardzo trudne. Lecz gdy mi się nie uda , to jak najszybciej postaram się to naprawić. Jestem niezmiernie wdzięczna Bogu za tak wspaniałych ludzi , głownie pewnemu księdzu którego postawił na mojej drodze. Prawdopodobnnie bez jego ingerencji nie było było by mnie na tegorocznym exodusie. Z niecierpliwością czekam na kolejny exodus ! :D Za to wszystko CHWAŁA PANU!!!!!!

Paula , 17 lat

Moje świadectwo będzie nieco inne. Zacznijmy od dzieciństwa – Pamiętam małego zagubionego chłopca, który nienawidził chodzić do kościoła. Z czasem rodzice znaleźli sposób na jego uporczywość, za uczestniczenie w eucharystii dostawał pieniądze, Najłatwiej zarobione pieniądze . Stan ten utrzymywał się do momentu bierzmowania. Kapłan, który nas do niego przygotowywał, zabrał nas na pielgrzymkę na której dowiedziałem się o Exodusie. Exodus wtedy był dla mnie zbiorowiskiem imbecylów, którzy wierzą w coś, co nie ma prawa bytu, taki właśnie wykreowałem obraz. Z góry wiedziałem, że nie będę w nim uczestniczył, bo nie kręci mnie modlitwa do czegoś, co tak naprawdę nie istnieje. Otrzymałem bierzmowanie i w końcu mogłem sam decydować, czy będę chodził do kościoła, czy też nie – chyba wiece co wybrałem. A więc wracamy do mojej szarej rzeczywistości . Na przerwie w szkole dowiedziałem się od kolegi, że jeździ On od jakiegoś czasu do domu rekolekcyjnego w Łabuniach (http://fmmlabunie.pl). Słyszałem, że przyjeżdżają tam fajne dziewczyny, a dla chłopca w moim wieku oznaczało to łatwą zdobycz. Jadąc na miejsce spotkania, nawet nie przeczuwałem, jak wielkie zmiany we mnie zajdą. To tam poznałem BOGA! To tam rozproszyła się moja nienawiść do drugiego człowieka! To tam otrzymałem prawdziwą miłość. Zawsze tam wracam, to miejsce zostanie w mojej pamięci jeszcze baaaaardzo długo Odliczając dni do kolejnych rekolekcji, przypomniałem sobie o „Tym zgromadzeniu ludzi” którzy też uwielbiają naszego stwórcę– Tylko jak ta cała impreza się nazywała? Przeszukując wszystkie zakamarki w domu, znalazłem - zakurzoną, pogniecioną zieloną kartę na której widniał napis „Nowe życie”. Nawet nie wyobrażacie sobie mojego szczęścia w chwili, gdy zobaczyłem datę „ To już jutro?!”. Cały dzień spędziłem na gonitwie po sklepach, kupując cały ekwipunek, za odpowiednim namiotem jeździłem pół dnia . To już dziś! Jadąc na exodus wyobrażałem sobie jak to będzie wyglądać. Wizualnie przekroczyło to moje oczekiwania. Po rejestracji, wchodząc na pole namiotowe czuć było niesamowicie dobrą energię! Najbardziej w pamięci utkwił mi moment, gdzie podczas koncertu, nagle moją uwagę przykuł napis „Czekam na Ciebie, Jezus”. Wtedy cos jakby ciągnęło mnie tam, w sumie nawet nie widziałem w jakim celu, ale zaraz się wszystko wyjaśniło. Dosłownie 2 minuty po rozpoczęciu modlitwy usłyszałem „Szczęść Boże, bardzo ładnie się modlisz, skierował mnie do Ciebie Pan Bóg” Podnosząc się z ziemi ujrzałem człowieka o miłym wyrazie twarzy, a przedstawi się On jako Brat Arek. Po godzinnej rozmowie jeszcze bardziej umocnił mnie w wierze. Zbliżał się koniec, pole namiotowe zmniejszało się z godziny na godzinę, a Ja ciągle zastanawiałem się jak to tak szybko zleciało. Większość z was nie widzi tu nic nadzwyczajnego, bo każdy miał chyba podobnie jak Ja, pozwólcie, że przedstawię wam moje życie zanim poznałem Boga. Mimo młodego wieku zacząłem się wciągać w nałogi – Alkohol, papierosy i narkotyki były stałymi gośćmi na różnego rodzaju imprezach. Po wypiciu większej ilości alkoholu stawałem się szczęśliwy, szkoda tylko, że szczęście to trwało tylko do poranka, budził mnie wtedy wielki kac, ale nie przeszkadzało mi to. Nieświadomy życia łapałem każdy dzień za gardło i uzyskiwałem pełną satysfakcję z tego, że zaczynam się staczać. Bóg nie miał dla mnie znaczenia, a wszystko dookoła poza moimi kolegami od butelki nie miało znaczenia. Powinienem już chyba to zakończyć, to takie słowa na koniec – NIGDY przenigdy nie daj sobie wmówić, że Bóg nie istnieje, Ja się ugiąłem, Ty, nie musisz. Pamiętaj, że Bóg jest dżentelmenem, ciągle ma do Ciebie wyciągniętą rękę, ale dosięgniesz ją, jeśli o to poprosisz. Zachęcaj przyjaciół do uczestniczenia w takich spotkaniach jak exodus, a może akurat zmienisz ich życie. Dziękuje za to, że byliście. „Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego.” Z podziękowaniami dla Aleksandry, która wpłynęła na napisanie przeze mnie tego świadectwa.

Marcin Mrozowski https://www.youtube.com/watch?v=8CxsBfWHNls

Kiedy dowiedziałem się o Exodusie, byłem w totalnej rozsypce. Jestem młodym człowiekiem mam 25 lat, prowadzę gospodarstwo rolne od 5 lat. Do tej pory dobrze mi szło zarabiałem duże pieniądze, mam duży dom majątek. Jednak za pieniądze nie można sobie kupić tego co jest najważniejsze, pół roku temu zostawiła mnie dziewczyna. Wszystko zaczęło się walić moje życie straciło sens, wiele razy myślałem o samobójstwie. Jednak mam jeszcze rodziców których nie mógł bym tak zostawić. Są emerytami, tato ma parkinsona, wszystko więc jest na mojej głowie. Na dodatek złego pieniądze przestały płynąć, odbiorcy nie płacili przez długie miesiące, okradziono mi magazyn. Nawet mój najlepszy przyjaciel zrobił mi takie świństwo, że nie mogłem mu tego wybaczyć. Kiedy siedziałem przy komputerze załamany, sam nie wiem jak trafiłem na stronę Exodusu. Byłem w totalnej depresji, nie pokazywałem tego jednak po sobie, ponieważ nie mogłem, na mojej głowie jest wszystko więc trzeba sobie radzić. Przecież co by ludzie powiedzieli, rodzice by się załamali. Więc trzymałem się jak się tylko mogłem. Tylko moja przyjaciółka wiedziała jak jest, modliła się za mnie i modli się nadal. Choć wcale ona lepiej nie miała bo zostawił ją chłopak, i tak się wspieraliśmy wzajemnie. Ja też za Anie zacząłem się modlić o dobrego męża dla niej i o wszystkie łaski, ona za dobrą żonę dla mnie. Jednak dwa tygodnie przed exodusem zdarzyło, się coś czego się nie spodziewałem. Jechałem samochodem w deszczu, zamyślony, rozkojarzony, bardzo ruchliwą drogą. Zagapiłem się i w ostatniej chwili zauważyłem ostry zakręt, ale było już za późno. Zycie przeleciało mi przed oczami w jednej sekundzie. Auto straciło przyczepność i przedachowało dwukrotnie całą szerokością jezdni. Ruchliwa droga, była w tym momencie pusta, chwilę po tym były już ogromne korki. Nic mi się nie stało, nie miałem nawet zadrapania, ani żadnego siniaka. Po chwili dotarł do mnie że teraz to już nawet nie będę miał czym wozić warzyw do hurtowni, więc kolejna strata. Auto nadawało się jedynie na złom, jednak pod sufitem dostrzegłem pewną rzecz, nie widziałem jej nigdy, a przecież jeździłem już trochę tym autem. Poprzedni właściciel musiał być wierzącym, gdyż nakleił na podsufitce świętego Krzysztofa mojego patrona, bo jego wybrałem sobie do bierzmowania ( patrona kierowców). Zrozumiałem, że ktoś tam u góry nie chce abym umierał, a ja już wcześniej myślałem o samobójstwie. Na do datek przypomniało mi się, że dwa lata wcześniej miałem podobny wypadek i wtedy też nic mi się nie stało, a pierwsze co zobaczyłem to różaniec który wysunął się z półki pod radiem. Teraz to już nie wiedziałem co się dzieje, przecież wszystko się wali, ale bóg chciał mi coś powiedzieć. Od tej pory chęć wyjazdu na Exodus, stała się silniejsza. Chciałem się dowiedzieć o co chodzi, co się dzieje, czemu to wszytko? Podobno bóg doświadcza najbardziej tych, których kocha, ale dla mnie to było już za wiele. Najgorsze że nie miałem z kim o tym porozmawiać, jedynie z tą przyjaciółką, która wspierała mnie jak mogła. Choć jej też nie mogłem wszystkiego powiedzieć, bo zacząłem się w niej zakochiwać. Jednak przez te zdarzenia totalnie straciłem wiarę w siebie, w poczucie własnej wartości. Na exodus nie pojechałem jednak sam, pojechał ze mną kolega, zawsze to raźniej. Powiedział do mnie jadę z tobą na biwak, cztery lata temu kupiłem namiot, jeszcze go nie rozkładałem, będzie okazja :) Mieliśmy do pokonania długą drogę, musieliśmy się dostać na drugi koniec polski, wyjechaliśmy w poniedziałek rano dotarliśmy następnego dnia około dziewiątej. Podróż była męcząca jednak nie spaliśmy i nie zamierzaliśmy się kłaść pierwszego dnia, zresztą było tak gorąco że się nie dało. Pierwszy dzień zleciał całkiem zwyczajnie, jak na biwaku, trochę mnie to podłamało. Bo przecież przyjechałem dowiedzieć się co się dzieje w moim życiu. I najważniejsze pomodlić się o dobrą żonę, która by mnie wspierała. Choć kilka dziewczyn chce się ciągle ze mną umówić ja je spławiam, ponieważ myślę tu o mojej przyjaciółce, ona przecież mnie wspiera i modli się za mnie, a to bardzo ważne i wierzy w boga. Chłopak rzucił, ją bo nie chciała uprawiać seksu przed ślubem. Ona po prostu ofiarowała się kiedyś najświętszej Mari Pannie, że dochowa dziewictwo dla męża. Dziewczyna nie miała łatwo, ale na razie trzyma się swoich postanowień i ja jej powiedziałem kiedyś że jak dotrwa to będzie największym skarbem dla męża. Drugiego dnia już od Jutrzni miałem ochotę się wyspowiadać, poprzedniego dnia nie mogłem przyjąć komunii świętej, bolało mnie to. Pół dnia się wahałem jak zacząć, co powiedzieć. Gdy podszedłem do księdza już miałem wszystko poukładane, a ten do mnie wypalił cześć jak masz na imię? Ja zdezorientowany, nie byłem przygotowany na taką ewentualność. W gardle mnie ścisnęło, nie wiedziałem od czego zacząć. Łzy mi podeszły do oczu i wydukałem jakoś jak to jest naprawdę. Kiedy ksiądz dał mi rozgrzeszenie, poczułem ulgę. Ale jeszcze pokuta, kazał mi przeczytać na chybił trafił fragment z Biblii. Pomyślałem skąd ja wezmę biblie, na polu namiotowym. Zacząłem pytać ludzi obok mieszkających, ale nie mieli. Pomyślałem no to ładnie za godzinę msza, a ja pokuty nie odprawiłem. Ale na szczęście siostra zakonna mi pożyczyła i obiecała mi modlitwę za mnie. Usiadłem na trawie i otworzyłem, czytam jak ksiądz kazał. Nic nie rozumiem, nie mogę zdania przeczytać żebym zrozumiał, ale kazał to czytam. Aż tu nagle słowa tak jasne, że aż się przeraziłem. Brzmiało to mniej więcej tak: Co ty się boisz ? Ty który zawsze wiedziałeś co zrobić. Ty który podnosiłeś wszystkich na duchu. A kiedy padło na Ciebie chowasz głowę w piasek? Czy widziałeś, żeby ktoś sprawiedliwy został ukarany? Albo żeby komuś dobremu działa się krzywda? Dalszy tekst znów był niezrozumiały. Pomyślałem dobra czytam od nowa jeszcze raz i znów to samo nic nie kumam tylko te słowa. Przestałem się bać i powiedziałem panie boże niech będzie tak jak ty chcesz, skoro ty jesteś jedyną drogą do szczęścia prowadź mnie. Zapanował niesamowity spokój w moim sercu. Myślę że to cud, że bóg mnie kocha. Potem podczas nabożeństwa, kiedy kapłan nakładał na moją głowę ręce, i modlił się za mnie, poprosiłem o to żeby Ania moja przyjaciółka została moją żoną, jeżeli jest to zgodne z wolą pana, a jeżeli nie to żeby mi wskazał przyszłą żonę. Ufam mu teraz i czuję spokój ducha i serca. Bardzo jestem mu wdzięczny za to, że zaprowadził mnie na Exodus. Mam nadzieję i wiarę teraz jestem silniejszy i stawię czoła wszystkim problemom, bo bóg mnie kocha nie jestem sam. Księdza proszę o modlitwę, aby Ania została moją żoną. Abyśmy żyli na chwałę pana jeżeli jest to zgodne z jego wolą. Exodus bardzo mi pomógł. Pozdrawiam Mateusz Winkler

Z Exodusem można powiedzieć, że związana jestem od jego początków. Od 5lat mocno kibicowałam temu przedsięwzięciu, tylko że przez pierwsze 2lata „brakowało mi lat”. Kolejne 2lata to było bimbanie się, chciałam jechać, ale wygrała moja niepewność, strach przed nieznanym, mimo że w ub. roku Ksiądz, ówczesny mój spowiednik namawiał mnie bym chociaż pojechała jako gość. Szczerze potem żałowałam, że nie znalazłam chociaż jednego dnia, by pojechać, zobaczyć, poznać. Obiecalam i sobie, i Księdzu, i Bogu, że w tym roku wygospodaruję sobie czas. Tylko, że tak już jest, że jak coś daje owoce to zły próbuje za wszelką cenę nam to zniechęcić. Poznałam dużo osób, które jeździły na Exodus. Opowiadały o nim jak o największym melanżu diecezji, jako miejscem, gdzie na ostatnim miejscu jest Bóg. Te osoby nie są złe, po prostu się mocno zagubiły i utraciły gdzieś swoją wiarę. Tak czy inaczej te opinie spowodowały, że zaczęłam się wahać czy na pewno chcę zobaczyć to na żywo? Czy chcę się zawieść na Exodusie, któremu od samego początku kibicowałam? Im bardziej słuchałam ludzi, tym bardziej wątpiłam i mój pomysł o wyjeździe oddalał się, aż ostatecznie stwierdziłam, że Exodus nie zając i najwyżej za rok pojadę… za kolejny rok… Musze podkreślić, że ten rok był dla mnie wyjątkowo ciężki. Wyczerpałam wszystkie swoje siły psychiczne i duchowe. Od jakiegoś czasu mocno zastanawiam się co chcę z życiem swoim zrobić, waham się pomiędzy życiem zakonnym, misyjnym a rodzinnym, a jak na złość ten rok mi wcale nie pomagał podjąć decyzję. Nie dość, że nic się nie układało, to jeszcze moja wiara podupadła, modlitwa dotąd przychodząca łatwo była męką, Bóg milczał, nie czułam Jego bliskości. Zaczęłam myśleć, że może ze mną coś nie tak, że może myśląc, że idę za Prawdą, pomyliłam drogi i idę w przeciwnym kierunku, za fałszywym mistycyzmem. Postanowiłam pójść na Pieszą Pielgrzymkę na Jasną Górę, akurat przede wszystkim w intencji dziękczynnej za uzdrowienie Taty, ale przy okazji liczyłam na podładowanie swoich akumulatorów duchowych. Było cudownie, na nowo poczułam Boga i choć nie znalazłam odpowiedzi na swoje wątpliwości, poznałam wielu wspaniałych Ludzi. Głównie Tych, którzy byli już na Exodusie. I to Oni spowodowali, że dwa dni po powrocie do domu zapisałam się na Exodus w sposób całkiem niezaplanowany. Pierwszy dzień był męczarnią, tak bardzo się spinałam, by nie okazało się całe to przedsięwzięcie zawodem, że nie przeżyłam tego dnia tak, jak powinnam. Jednak potem było coraz lepiej. Msza Św., a właściwie oczekiwanie w burzy na Nią, tańcząc i śpiewając dla Boga tak mnie poruszyło, że miałam w oczach łzy. Ta „zepsuta, polska młodzież” tak potrafi pięknie się modlić… To było niezwykłe. A potem była spowiedź, której kompletnie nie planowałam. Bo przecież niedawno byłam, co ja tam nagrzeszyłam, ale poczułam potrzebę. Spowiedź była krótka, trochę się nią zawiodłam, bo nie tego oczekiwałam. Wszyscy płakali, długo rozmawiali, a ja tylko rach ciach i po krzyku. Co ze mną nie tak? Jednak ulga i moc Spowiedzi spływały do mnie stopniowo przez cały Exodus i teraz wiem, że Spowiedź właśnie taka: krótka, surowa, konkretna była mi potrzebna w tej chwili. Tego samego dnia też grał zespół w moim rytmach, więc trochę zaszalałam. I tu przeżyłam swoją drogę do Damaszku. Można by rzec, że w ferworze zabaw oślepłam. Musiałam przerwać zabawę, a moi znajomi, cudem odnalezieni w tłumie, odprowadzili mnie do namiotu, potem wrócili się bawić... A ja? Poczułam się źle i samotnie. Zatęskniłam za Miłością. Postanowiłam więc pójść do Namiotu Spotkania z Najświętszym Sakramentem. Pomysł był szalony – praktycznie nic nie widzę, wokoło sznurki, o które się potykam nawet w okularach i to w dzień, a ja wariatka idę do Jezusa, na ślepo, po ciemku. Jednak MUSIAŁAM. I poszłam. O dziwo, nie potknęłam się o nic. Coś, a właściwie KTOŚ mnie prowadził. Dokładnie widziałam drogę. Bez szkód trafiłam pod namiot. I tam odnalazłam po raz pierwszy od dawna pokój serca. Rozmawiałam z Bogiem, w końcu znowu Go słyszałam. Nasza rozmowa była oderwana od czasu rzeczywistego, ja płakałam jak bóbr, nie wiem ile to trwało, ale chciałam być przy tym stanie całe życie, miałam ochotę zostać przy Najświętszym Sakramencie całą noc i rozmawiać z Bogiem, który właśnie wtedy rozwiał moje wątpliwości co do obrania w życiu drogi. Już teraz wiem, że służba innym w samotności, w życiu zakonnym jest moją drogą. Co więcej, Bóg potwierdził moją decyzję o Kierowniku Duchowym. Do dzisiaj mam w myślach słowa Jezusa: „Idź za mną, nie lękaj się. Ja jestem.” Na Exodusie działo się wiele fantastycznych rzeczy, ale to nie miejsce i czas na opisanie tego wszystkiego. To trzeba przeżyć. Boże, To Ty przywróciłeś mi wzrok, wzrok wiary. Dopomóż abym nie zagubiła tego pokoju serca i wytrwale podążała za Tobą. Dziękuję za Exodus, za to, że na nim się nie zawiodłam. Mam nadzieję, że za rok znów wyjdę na spotkanie. Rówieśnikom, Księżom, a przede wszystkim Bogu. Justyna

O Exsodusie dowiedzialam się od znajomych dosyć dawno. Opowiadali mi jak to tam jest i wgl ja coraz bardziej się to w wgłębiałam i postanowiłam że pojadę zobaczę jak tam jest.Wcześniej już miałam się tam wybrać ale nie miałam lat dopiero w tym roku się udało. Zaczęło się też od tego że pojechałam na rekolekcje Bóg mnie tam pokierował i było cudownie umocniłam swoją wiarę , spędziłam ten czas z Bogiem z wspaniałymi ludźmi. To było coś niesamowite że Bóg mnie tam pokierował wcześniej nigdy bym nie powiedziała że pojadę na tego typu spotkanie. Od zawsze byłam osobą wierząca ale nie wgłębiałam się w to tak bardzo aż do momentu 1 rekolekcji wtedy wszystko się zmieniło. Zrozumiałam że Wiara czyni cuda, że Bóg jest Wielki. PO roku czekania w końcu nastąpił moment kiedy miał zacząć się Exsodus byłam bardzo zadowolona że to już a za razem bardzo się bałam jak to będzie bo w końcu to pierwszy raz, Gdy już byłam na miejscu zobaczyłam tyle namiotów tyle ludzi to ogarnął mnie taki strach. Ale później było już wszystko okej. Jak zaczęły się te wszystkie świadectwa, Mszę, nabożeństwa to do mnie to tak trafiło poczułam taki spokój na sercu. Pierwszej nocy poszłam do namiotu Najświętszego Sakramentu tam coraz bardziej czułam że Bóg naprawdę chciał żebym tu przyjechała nawet nie wiem ile tam spędziłam czasu ale dość sporo ale nie żałuję bo było warto. Czas spowiedzi był dla mnie też bardzo ważny ale strasznie się bałam. Zaczęłam się zastanawiać co ja powiem księdzu o czym ja mam z nim rozmawiać, aż w końcu nadszedł czas na mnie i już było po wszystkim poczułam się taka wolna taka szczęśliwa. W czwartek jak było nabożeństwo to działy się niesamowite rzeczy. Ja zaczęłam tak płakać jak małe dziecko. Poczułam tak moc Boga w sercu, zrozumiałam ten cały sens tego po co ja tam jestem do czego zmierzam. Naprawdę warto było czekać cały rok żeby pojechać i zobaczyć jak tam jest poznać Boga na nowo.Dzięki temu spotkaniu w moim życiu dużo się zmieniło. Dużo bym mogła tu opisywać ale tak się nie da trzeba to przeżyć. Dziękuję Bogu że mogłam uczestniczyć w tak pięknym wydarzeniu. Byłam 1 raz i na pewno nie ostatni :) Dziękuję za to że poznałam tak wspaniałe osoby za wszystko ;) Chwała Panu.

Na exodusie młodych byłam już cztery razy i za każdym razem przeżyłam coś wspaniałego. Największy wpływ na mnie miały wieczorne nabożeństwa. Rok temu przyjechałam tu bardziej po to by spotkać się z przyjaciółmi których nie widziałam od dawna, niż po to by się modlić. Nie miałam na sumieniu jakichś większych grzechów które oddalałyby mnie od Boga, przywykłam do tego by co tydzień chodzić na Msze Święte, ale mimo to traktowałam wiarę w Boga jako coś, czego nauczyła mnie rodzina. Nie mogłam uwierzyć w to że Jezus jest żywy i naprawdę obecny pośród nas. Myślę, że było tak dlatego, że moja największa prośba o którą proszę Boga od kilku lat, nie została do tej pory wysłuchana. I nie jest to nowy laptop, telefon czy coś w tym rodzaju. Najbardziej na świecie modlę się o szczerą i odwzajemnioną miłość. Wydaje się błahe? Dla mnie to że nie mogę odwzajemnić uczuć drugiej osoby jest naprawdę dużym problemem i przysparza mi wiele cierpienia. Ale pozostawię ten temat i przejdę już do przedstawienia mojego świadectwa. Rok temu podczas wystawienia Najświętszego Sakramentu nie mogłam zacząć się modlić. Widziałam twarze ludzi wokół mnie na których malowało się skupienie i radość z adorowania Chrystusa, ale ja nie mogłam się przełamać. Nie chciałam prosić Boga o coś czego nie chce, albo nie może mi dać. Bałam się mieć nadzieję i bałam się tego że znowu się zawiodę. Zaczęłam płakać. Im dłużej płakałam tym bardziej otwierałam się na relacje z Bogiem. Zaczęłam go znowu prosić o to by zabrał ode mnie tę samotność. Płacz okazał się tym czego mi było trzeba. Zaczęłam otwierać swoje serce na prawdziwą relację z Bogiem. Następnego dnia podczas koncertu postanowiłam iść do namiotu gdzie wystawiony jest Przenajświętszy sakrament. Gdy odmawiałam zwykły pacierz moją uwagę przykuł konfesjonał. Odruchowo wstałam i postanowiłam się wyspowiadać. Gdybym tego nie zrobiła, być może nie mogłabym odczuć obecności Ducha Świętego podczas wieczornego nabożeństwa gdzie odnawialiśmy przyrzeczenie Chrztu Świętego. Gdy ustawiłam się w kolejce do odnowienia chrztu, a schola zaczęła śpiewać pieśni wzywające Ducha Świętego, czułam jakby moje ciało zaczęło drżeć od środka. Na początku nie było to tak silne więc myślałam że to z zimna, ale im bliżej księdza się znajdowałam, tym bardziej dreszcze przybierały na sile. Czułam skurcze w mięśniach od stóp do głów. Gdy przede mną zostało tylko parę osób, bałam się że się przewrócę i nie będę mogła dostąpić odnowienia chrztu. Jednak udało mi się dotrwac do czasu gdy ksiądz się nade mną pomodlił. Gdy wróciłam na swoje miejsce, szybko przykryłam się kocem żeby sprawdzić czy nadal będę miała dreszcze. Za każdym razem kiedy pomyślałam że to z zimna, uczucie znikało. Za to kiedy modliłam się razem ze wszystkimi do Ducha Świętego, uczucie skurczy(to niedokładnie to ale najbliższe uczucia jakie przeżyłam) powracało. Całe to przeżycie przyniosło mi spokój i radość a także chęć wielbienia Boga. Po exodusie bałam się że będę taka jak wcześniej, że wrócę do swoich codziennych grzechów i sposobu bycia, ale uczucie spokoju i radości nie ustępowało. Chciałam podzielić się moim świadectwem z ludźmi, ale nie wiedziałam czy to co przeżyłam to rzeczywiście odczucie Ducha Świętego, czy tylko to sobie ubzdurałam. Postanowiłam porozmawiać o tym z osobą duchowną. Pewien ksiądz bardzo mi pomógł bo rozwiał całe moje wątpliwości. Opisałam księdzu to czego doświadczyłam i swoje wahania na ten temat. Zadał mi jedno pytanie: ,,Jak się po tym czułaś?''. Oczywiście dzięki temu nie miałam już żadnych wątpliwości bo to co czułam to radość i spokój serca. Trwałam w stanie łaski uświęcającej jeszcze przez jakiś czas. Pamiętam nawet jak podczas mycia naczyń odczułam przy sobie obecność Ducha Świętego(już nie w postaci dreszczy, ale po prostu czułam że jest przy mnie), więc pomyślałam sobie: ,,Nie no! Nie mogę tak po prostu myć naczyń, kiedy On tu jest! Uczucie natychmiast zniknęło więc bardzo żałowałam że to powiedziałam ale jak miałam wykonywać taką trywialną pracę jeśli czułam Jego obecność? Kiedy dostąpisz tej łaski, będziesz pragnął przeżyć to ponownie. Polecam uczestniczyć w Odnowie w Duchu Świętym, w Mszach Świętych z Modlitwą o Uzdrowienie i temu podobnych, bo to naprawdę niesamowite przeżycie. Warto prosić Boga o to by móc odczuć Jego obecność. Mogę jeszcze opowiedzieć to co przydażyło mi się na exodusie w tym roku. Nie było to już tak namacalne jak rok temu, ponieważ tym razem Bóg przyszedł do mnie poprzez sen. Wydaje mi się nawet że to była pewnego rodzaju próba. Śniło mi się że szłam przez jakieś straszne miejsce i co krok coś mnie przerażało tak, że nie mogłam dalej iść. Okropnie się bałam. W pewnym momencie usłyszałam głos : ,,JA JESTEM!'' i uświadomiłam sobie że Jezus jest przy mnie. Już się nie bałam i nie było nic co mogłoby mnie wtedy przestraszyć, więc szłam bez strachu. Kiedy się obudziłam nie pamiętałam szczegółów snu tylko wiarę, że z Jezusem nie ma się czego bać. Tak więc to koniec mojego świadectwa. Bóg działa cuda więc nie bójcie się prosić o co tylko chcecie. Pan Bóg lepiej wie co jest dla nas lepsze i całym sercem wierzę że spełni moją prośbę. Proszę Was wszystkich o modlitwę w mojej intencji. Nawet teraz poproście o to Boga jeśli możecie. Ja z chęcią pomodlę się za was :) Odwagi, Pan Jezus naprawdę jest!

Zabieram się do napisania tego świadectwa już któryś dzień z kolei. Hmm zacznę od tego, że mam 20 lat. Wiele w życiu przeszłam, wycierpiałam. Byłam roztrzaskana na milion małych kawałeczków. W wieku 16 lat zmarł mój tata, rok później tata. Zerwałam kontakt z Bogiem. Miałam do Niego ogromny żal, że tak po prostu zabrał mi moich bliskich. Ja krzyczałam z bólu i ze złości. A On był cierpliwy i postawił na mojej drodze pewnego kapłana, który stał się moim drugim Aniołem Stróżem. Dzieliłam się z nim moim bólem, wątpliwościami., zadawałam setki pytań. A on cierpliwie mnie wysłuchiwał i dał pewność, że zawsze mogę na niego liczyć. Stał się takim pośrednikiem między mną, a Bogiem. Zaczął przybliżać mnie do Boga z powrotem. Doszło w końcu do tego, że poszłam do spowiedzi, zaczęłam się codziennie modlić i zrozumiałam działanie Boga w ten sposób, że On zabiera do siebie tylko najlepszych. Krótko mówiąc między mną, a Bogiem zaczęło się układać. Po jakimś czasie w moim życiu pojawił się pewien mężczyzna. Zakochałam się bez pamięci. Uwielbiałam leżeć z głową na jego brzuchu i opowiadać mu jak mi minął dzień. Byłam taka szczęśliwa. I tak bardzo krótko. Pewnego wieczoru ten chłopak ten mężczyzna pojechał ode mnie i już nie wrócił. Zostawił mnie bez słowa wyjaśnienia. Tak po prostu zakończył naszą znajomość. Nie zapytał nawet co u mnie słychać. Nic. Znowu zaczęłam o wszystko obwiniać Boga. Odsunęłam się od niego. Zaczęłam się spotykać się z innymi mężczyznami. Oni chcieli sex-u, a ja im to dawałam, bo bałam się że jeśli ja im tego nie dam, to da im to jakaś inna, lepsza dziewczyna. To było chore, teraz to wiem. Najgorsze jest to, że będąc z tymi mężczyznami i tak w środku czułam się samotna. Kiedyś przypadkowo pojawiłam się na Mszy o uzdrowienie duszy i ciała. Pół tej Mszy przepłakałam. Czułam się taka brudna, upokorzona. Jeszcze kapłan wtedy powiedział, że jest tu młoda dziewczyna, która myśli, że Bóg jej nie kocha, że o niej zapomniał. Ale Bóg jest teraz przy Tobie, przytula Cię do siebie i mówi, że jesteś Jego ukochaną córeczką. Ludzie, ja płakałam tak bardzo że nie mogłam przestać. Postanowiłam zmienić swoje życie. Wylądowałam na Mszy u ojca Daniela w Częstochowie. Byłam świadkiem jak ten zły potrafi zaszkodzić. Uświadomiłam sobie, że są też złe duchy, że to nie są bujdy. W drodze powrotnej kilka osób ze wspólnoty charyzmatycznej modliło się nade mną. Usłyszałam od jednej z nich takie słowa: „Masz bardzo poranione serce, ale Jezus teraz zbiera i skleja Twoje serce do kupy. Prosi żebyś mu zaufała.” I zaczęłam ufać. Poznałam pewnego chłopaka, zabrałam go ze sobą na Mszę o uzdrowienie, widziałam jak Bóg zaczyna działać w jego życiu. I to było piękne. Niestety on po jakimś czasie się zmienił. Tak jak ten pierwszy chłopak to i ten przestał się do mnie odzywać. To boli, nie powiem, że nie. Pojechałam na Exodus z myślą, że będę tam prosiła Boga, aby pozwolił mi zapomnieć o tym mężczyźnie, żeby dał mi siłę to znieść. Wiecie ja już naprawdę czułam się jak śmieć, taka upodlona. Myślałam sobie, co ze mną nie tak, że każdy facet mnie zostawia. Na Exodusie w końcu zaczęłam oddychać swobodnie, zapomniałam o bólu. Na pierwszym nabożeństwie tak zaczęłam płakać, że zagryzałam wargi do krwi, bo jeszcze trochę wybuchnełabym płaczem chyba na cały plac. Przeżyłam piękną spowiedź. Kapłan pomógł mi zrozumieć, że nie zatrzymam przy sobie chłopaka jeśli będę mu się oddawała. Postanowiłam zacząć żyć w czystości. Szacunek do siebie przede wszystkim. Nie chcę już nigdy więcej umierać od środka. Mało tego planuje w najbliższym czasie podpisać Krucjatę Wyzwolenia, że przez rok nie będę spożywała alkoholu. Robię to w pewnej intencji i ufam, że Bóg tą intencje przyjmie i pomoże. Czekam na takiego mężczyznę, który mnie pokocha i będzie szanował. A nie taki, który na pierwszym spotkaniu już chcę Ci włożyć język do gardła. Jasne, że się boje zmian, mam chwile wątpliwości, że nikt taki się w moim życiu nie pojawi, ale wierzę, że Bóg ma dla mnie jakiś scenariusz. Bo jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? Wierzę, że zaczynam lepszy rozdział w moim życiu, z Bogiem przy swoim boku. Najbardziej wzrusza mnie to, że ja się na Niego obrażałam wielokrotnie, a On ani razu nie obraził się na mnie. Zakończę to moim ulubionym cytatem: „Bóg zawsze podnosi słuchawkę, bez względu na to, ile czasu upłynęło od ostatniej rozmowy.” Dziewczyny pamiętajcie, że jesteście takimi wyjątkowymi osobami, z którymi można być szczęśliwym na całe życie, a nie jedną noc! Chwała Panu!

Zacznę od tego jaka byłam parę lat temu. Więc te parę lat temu, a dokładniej gdy miałam 14/15 lat stałam się marionetką szatana, to było okropne co się ze mną wtedy działo... Papierosy, alkohol, narkotyki, okultyzm, mentalizm...właściwie wszystko co było możliwe. Wydawało mi się, że właśnie wchodzę w świat dorosłości i tak to wszystko wygląda. Najgorsze dopiero się zaczynało. Wszystko co złe zaczęło trafiać mi w ręce, w internecie pojawiały się wpisy na temat magii, które gdy tylko przeczytałam znikały. Moja rodzina zaczęła się rozpadać, ciągłe kłótnie, miałam tego dość, chciałam zniknąć z tego świata, wpadłam w dół psychiczny, coraz częściej pojawiały się myśli samobójcze, jakby tego było mało zmarła bardzo bliska mi osoba. W pewnym momencie w moim otoczeniu pojawiła się osoba wierząca, była nią koleżanka z dzieciństwa, która zaczęła mi tłumaczyć, że jest coś więcej niż doczesność, którą do tej pory żyłam. Pokazała mi świetne miejsce czyli kościół i wytłumaczyła, że mogę tam przychodzić kiedy tylko będę miała ochotę, powiedziała "ławki tam mogą być puste ale kościół nigdy nie jest pusty". Pewnego dnia udało jej się przekonać mnie do spowiedzi. Wtedy poznałam wspaniałą, uśmiechniętą osobę którą był ksiądz. Pomógł mi się wyspowiadać z całego mojego życia, po spowiedzi powiedział mi bardzo ważne słowa, które tak na prawdę wszystko zmieniły, powiedział do mnie "Zaczynasz życie od nowa" i w tamtym momencie uwierzyłam, że moje życie może się na prawdę zmienić. Małymi kroczkami zaczęłam zbliżać się do Boga. W kościele zaczęłam spotykać mega osoby, uśmiechnięte, miłe, pomocne, z serduszkami pełnymi miłości. Wiedziałam, że gdyby było trzeba te osoby by mi oddały nerkę. Pewnego pięknego dnia trafiłam na Exodus, gdzie poznałam więcej taki osób, nie ważne ile beczek z solą byśmy zjedli i tak wiem, że żadna z tych osób by mnie nie przekręciła. Gdy wróciłam do domu byłam podekscytowana, zaczęłam mamie opowiadać o tym co zobaczyłam i kogo spotkałam na Exodusie. Podczas gdy ja jej opowiadałam zobaczyłam, że łezka spływa po jej policzku...i druga, trzecia a potem następna, moja mama się rozpłakała ze szczęścia. Postanowiłam, że wybiorę się na spacer, szłam przed siebie, trafiłam przed drzwi kościoła, postanowiłam wejść i się pomodlić. Nacisnęłam klamkę i uchyliłam drzwi, następnie po cichu weszłam i zaczęłam się modlić. Po chwili się rozpłakałam, nie wiem dlaczego...po prostu zaczęłam ryczeć jak małe dziecko, nie mogłam przestać, gdy już przestałam płakać poczułam się taka radosna i czysta na duszy. Już mi się nie chciało płakać, teraz to mi się chciało śmiać i skakać z radości. Wyszłam z myślą, że byłam tam max 10 minut, gdy spojrzałam na zegarek to bardzo się rozczarowałam...Byłam tam 40 minut...40 minut płakałam. Teraz jestem szczęśliwa, że udało mi się wyrwać z tamtego syfu, i serdecznie dziękuję osobom, które pomogły mi wyjść z życiowego dołka :) Dobrze, że jesteście ;)

To już drugi raz, kiedy to przybyłem na Exodus Młodych. Pierwszy raz byłem na tym pięknym spotkaniu rok temu. Mój przyjazd na Exodus w tym roku był pod znakiem zapytania jeszcze miesiąc przed Spotkaniem Młodych… Jednak już tydzień przed rozpoczęciem Exodusu, byłem już pewien, że tam pojadę. Nie wiedziałem jednak jeszcze w jaki sposób się tam dostanę… Pomyślałem sobie, że zamieszczę ogłoszenie na stronie Exodusu na Fejsbuku. Wkrótce po tym fakcie pojawiła się odpowiedź. Okazało się, że dwie siostry zakonne jadą 8- osobowym busem z młodymi ludźmi, bodajże z Leżajska i przejeżdżają przez Rzeszów (była to jedyna odpowiedź na moje ogłoszenie). Umówiliśmy się, że zabiorą mnie praktycznie z mojego osiedla. Tak też się stało. W dniu wyjazdu spakowałem plecak, namiot i dwa śpiwory gdyż jeden śpiwór potrzebowała pewna dziewczyna, która ogłosiła ten fakt przed Exodusem, również na fejsbukowej stronie Spotkania. Pomyślałem sobie, że biorąc ze sobą jeden śpiwór więcej, zrobię dobry uczynek i rzeczywiście, ta potrzebująca śpiwora dziewczyna była po spotkaniu bardzo zadowolona z tego, że miała dobrą ochronę przed zimnem. Skąd miałem 2 śpiwory? Otóż jeden znalazłem na polu namiotowym na Spotkaniu Młodych w Wołczynie (oczywiście już po SM Wołczyn =)) , które odbyło się w lipcu. Wracając, do mojej podróży na Exodus Młodych… Wyjechaliśmy z Rzeszowa. Szybko zintegrowałem się z ludźmi w busie, którzy byli w wieku gimnazjalnym, licealnym i 2 osoby już po liceum. Tak wiec, rozpiętość wiekowa była spora, zupełnie tak jak na Exodusie. Dlatego jak dla mnie Exodus, zaczął się już w tym busie… Po drodze odwiedziliśmy dom rodzinny jednej z sióstr, gdzie zostaliśmy poczęstowani przepysznym ciastem domowym i najprawdziwszym mlekiem prosto od krowy. Do Zwierzyńca przyjechaliśmy po południu. Z moją grupką z busa rozstałem się, by poszukać miejsca na namiot. Szybko udało mi się znaleźć idealne miejsce na rozłożenie namiotu i tak zaczął się Mój Exodus… Tak jak w tamtym roku, pomyślałem, że zorganizuję akcję FREE HUGS (Darmowe Przytulanie), która jak się potem okazało, cieszyła się sporym zainteresowaniem. W tym roku dodatkowo przygotowałem 2 koszulki z napisem FREE HUGS. Oczywiście tę akcję wprowadzałem stopniowo, szczególnie w momencie, kiedy były koncerty. Czemu to zrobiłem? Było to częścią mojego planu, który zakładał aby jak najlepiej poznanie jak największą ilość osób w różnym wieku oraz sprawić , by na ich twarzach pojawiał się jeszcze częściej uśmiech. Tę część planu uważam za zakończoną pełnym sukcesem! Teraz napiszę, jakie miałem nastawienie jadąc na Exodus Młodych 5.0… Otóż pragnąłem jak najpełniej doświadczyć Boga już od samego początku trwania tego Spotkania. Nie chciałem skupiać się na jednej lub kilku osobach (jak w tamtym roku), co wiem, że niestety do niczego to dobrego nie doprowadziło. Dlatego szukałem Boga w ludziach, w tej tymczasowej wspólnocie, w występujących ludziach na scenie, co noc spędzałem parędziesiąt minut przed Najświętszym Sakramentem… Po prostu chciałem skupić się na Tym, który sprawił, że znów mogłem pojawić się na Exodusie, moim Exodusie, który przekazał mi istotną wiadomość, bym się nie bał, bo ON jest i działa. Na tym spotkaniu poznałem fantastycznych ludzi, którzy będąc częścią tej wspólnoty dali mi nadzieję na lepsze jutro… Choćby przemiłe panie z gastronomii, które poprosiły mnie o pomoc, abym zorganizował grupę chłopaków do noszenia ławek do namiotu, gdzie można było spożywać posiłki: Po akcji każdy z nas, co nosił ławki, dostał po porcji frytek. Dziękuję tym samym paniom za to, że kiedy byłem głodny, mogłem sobie nieodpłatnie przypiec sam chleb na grillu by potem skonsumować go z keczupem. Również dziękuję dziewczynom, którym pomogłem na początku Exodusu rozłożyć namiot, za budyń i zupkę chińską oraz za batonik zbożowy. Dziękuję również członkowi Odnowy w Duchu Świętym za poświęcony mi czas na rozmowę i modlitwę wstawienniczą w białym namiocie! To wpłynęło na moją decyzję na podjęcie dialogu w sprawie dla mnie bardzo ważnej! Nie uda mi się wymienić wszystkich tych, którym chciałbym bardzo podziękować, za ten czas na Exodusie dlatego, jeżeli byłeś/aś na tym spotkaniu to wiedz, że DOBRZE ŻE JESTEŚ! Wierzę, że to co się stało od momentu podjęcia przeze mnie DECYZJI o wyjeździe na Exodus Młodych nie było przypadkiem i to, że jechałem w taki a nie inny sposób i to że spotkałem takich a nie innych ludzi. Za to chwała Panu! Artur Hippe

Na wstępie witam wszystkich czytaczy :) Podzielę i ja się moimi świadectwem odnoście exodusu. O wyjeździe dowiedziałem się od księdza z mojej parafii parę dni przed, tak się akurat trafiło że wypadło mi wolne w tym okresie i mogłem pojechać. Początkowo trochę się wahałem, ale widziałem że Bóg tak to zaplanował że na pewno chce mi coś przez ten wyjazd pokazać. Zaplanował moje wolne w pracy, a w tym okresie go nie powinienem w ogóle mieć, księdza z którym raczej mały mam kontakt a ten zaprasza mnie żebym jechał jeszcze z paroma innymi osobami 130km od domu na rekolekcje młodzieży, ale zaufałem i pojechałem. Gdy już dotarliśmy na miejsce poczułem się staro bo młodzież była w wieku gimnazjum liceum i są młodsi ode mnie o dekadę w większości, pomyślałem sobie „co ja tu robię?” ale jak już się zdeklarowałem to zostanę. Moje nawrócenie miało miejsce 2 lata temu więc nie trzeba było mnie przekonywać że Jezus jest moim Panem, dzięki tym świadectwom, które były mówione na pewno mnie to umocniło w tym. Uważałem że nie wstydzę się okazywać mojej miłości do Jezusa na co dzień, mówić o tym innym i gdy już czasem jestem zbyt pewny siebie Bóg sprowadza mnie do parteru i pokazuje jak jest, tym razem było tak samo. W ewangelii jest napisane że jeśli nie staniemy się jak dzieci i nie zaufamy Bogu nie wejdziemy do nieba, exodus mi pokazał że jeszcze do tego dziecka trochę mi brakuje. Kiedy były śpiewy połączone z tańcem i ta młodzież bawiła się skakała a mi było jakoś ciężko się przełamać chociaż wszyscy do o koła to robili, myślałem sobie ze chyba za stary jestem, że głupio będzie to wyglądało jak zacznę skakać chłop w moim wieku itd. Bóg pokazał mi że muszę być jak ta młodzież, okazywać mu to nie wstydzić się tego mimo swego wieku, dał mi to odwagę do tego mogłem wielbić go jak inni nie tylko słowami ale i tańcem śpiewem wszystkim, nawet gdy zaczynały latać namioty podczas burzy:) Gdy już otworzyłem się na te wszystkie formy uwielbienia, dostałem łaskę spoczynku w Duchu Świętym,podczas czwartkowej adoracji chociaż nigdy wcześniej tego nie doznałem, widocznie nie byłem gotowy na ten moment dopiero exodus mnie odpowiednio do tego przygotował. Bardzo te wszystkie doświadczenia mnie zmieniły nie spodziewałem się tego, dziękuje Panu że mogłem tam być spędzić ten wspaniały czas z wami, porozmawiać z Jezusem na adoracjach przemyśleć wiele spraw, naprawdę Chwała Panu za to :) Pozdrawiam wszystkich

Rate this item
(0 votes)
Read 4161 times

Leave a comment

Make sure you enter all the required information, indicated by an asterisk (*). HTML code is not allowed.

Organizatorzy

  • Duszpasterstwo Młodzieży Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej
  • Fundacja Pamięć i Tożsamość w Lubaczowie
  • Stowarzyszenie na rzecz dzieci i młodzieży JESTEM w Hrubieszowie 

Patronat honorowy

  • J. E. Ks. Bp Marian Rojek - biskup zamojsko-lubaczowski
  • Sz. P. Andrzej Wnuk - prezydent miasta Zamość

Patronat medialny

  • Katolickie Radio Zamość
  • Niedziela Zamojsko-Lubaczowska 
  • Skafander- Gazeta Akademicka

newsletter

 

Wpisz się, aby otrzymywać od nas powiadomienia na maila o najbliższych wydarzeniach